To prawda, że muzyka w tym filmie jest idealnie dobrana do obrazu - opowiada, dopowiada, wypełnia i sprawia, że robi się tak jakoś... poetycko.
Nie będę powtarzać tutaj tego, co można przeczytać w większości recenzji: "Neurotyczny nowojorski intelektualista, podwójny rozwodnik rzuca pracę...". Jak zwykle również nie przejmuję się zbytnio tym, czy ktoś z czytających ten film oglądał czy nie i raczej zdradzam szczegóły fabuły.
Dla mnie jest to film o pisaniu, czy też szerzej rzecz ujmując - o kreowaniu świata za pomocą sztuki. I tak - podzielić można bohaterów na tych, którzy piszą:
*Isaac Davis /Woody Allen/ rozwija pomysł napisania o Nowym Jorku;
*Jill Davis /Meryl Streep/, była żona Isaaca, lesbijka, pisze książkę o ich związku, wyjawiając najintymniejsze szczegóły dotyczące życia pary. Wydaną pozycję widzimy w oknie wystawowym księgarni, cytowane są też jej fragmenty;
*Yale Pollack /Michael Murphy/ profesor uniwersytetu, recenzuje książki kolegów po fachu;
* Mary Wilke /Diane Keaton/, kochanka Yale'a, a potem Isaaca, też coś pisze - felietony czy artykuły do gazet...
i nie piszą:
* Tracy /Mariel Hemingway/, siedemnastolatka, kochanka Isaaca;
* Emily Pollack /Anne Byrne Hoffman/, żona Yale'a.
W filmie nie ma obiektywnej prawdy. To, co zostaje napisane - zaczyna istnieć. Mniej ważne jest to, co było, od tego, jak o tym mówią... A bohaterowie tego filmu mówią dużo - najwięcej kwestii wypowiadają "pisarze". W błyskotliwych dialogach żonglują uczuciami, stanami emocjonalnymi, koncepcjami estetycznymi, teoriami antropologicznymi, interpretacjami dzieł sztuki. Do tego celne puenty i zabawna autoironia głównego bohatera. Ale najbardziej wzrusza i tak to, co najbliżej życia - łzy Tracy, kiedy Isaac zrywa z nią znajomość. Niestety - dla intelektualisty oglądanie zapłakanej zakochanej w nim dziewczyny jest przede wszystkim doznaniem estetycznym, które postawi później w jednym rzędzie ze szwedzkim kinem, bluesem Louisa Armstronga oraz jabłkami i gruszkami Cézanne'a.
No dobrze. A Meryl Streep? W tym obrazie nie płacze. Zarzuca za to zadbanymi, rozpuszczonymi blond włosami i jest pięknie wkurzona na byłego męża.
"Manhattan" (1979) - reż.: Woody Allen, scen.: Woody Allen, Marshall Brickman, muz.: George Gershwin, zdj.: Gordon Willis, wyst.: Woody Allen, Diane Keaton, Michael Murphy, Mariel Hemingway, Meryl Streep.
kropla drąży kamień
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..
znajdziesz u mnie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 24 kwietnia 2011
piątek, 8 kwietnia 2011
Łowca jeleni
"Łowca jeleni" to przepiękny film. Polecam wszystkim, którzy go jeszcze nie widzieli. Piszą, że to film wojenny - i tak, i nie. Tak - bo opowiedziana historia dotyczy konfliktu w Wietnamie; nie - bo sceny wojenne są w zasadzie "epizodem" (choć jest to epizod wstrząsający). Dla reżysera równie ważne było pokazanie tego, jak bohaterowie żyli "przed wojną", jak i tego, co się dzieje z nimi "po". Głównych bohaterów jest trzech: Mike, który z zapałem poluje na jelenie, Steven, który przed wyjazdem na wojnę bierze ślub (przygotowania do ceremonii zaślubin i wesele wypełniają większość pierwszej części filmu - pokazane po mistrzowsku) oraz Nick, który podczas wesela kolegi oświadcza się swojej przyjaciółce, Lindzie, granej przez Meryl Streep.
Postać Lindy należy do tej części świata przedstawionego, której bezpośrednio nie dotyka okrucieństwo wojny. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że rodzinne miasteczko bohaterów żyje swoim rytmem, z dala od frontu, śmierci, cierpienia. Po chwili można dostrzec - między innymi za sprawą gry Meryl Streep - że "czekanie" nie jest beztroskie, nie jest łatwe. Nie jest prostym przyjęcie do lokalnej społeczności tych żołnierzy, którzy po doświadczeniu wojny wracają pokiereszowani na duszy i ciele do domu, ani pogodzenie się z faktem, że niektórzy już nigdy nie wrócą. Trzeba żyć dalej... Tylko jak? Streep świetnie wygrywa przed kamerą rozterki emocjonalne młodej kobiety, jej zagubienie, rozdarcie między dochowaniem wierności a pragnieniami.
Meryl Streep kilka razy odwraca głowę, wyciera oczy i nos, jakby płakała. Jej łzy widzimy w filmie jednak tylko raz: kiedy po powrocie Mike'a z Wietnamu przymierza mu sweter, który zrobiła na drutach dla Nicka.
Wiele scen mnie wzruszyło, nie będę ich wszystkich wymieniać... Po prostu - aktorzy zagrali świetnie! Bukiety dla Christophera Walkena i Roberta de Niro.
Film jest dość długi - oglądałam go na dwa razy (Ignac rzadko ucina sobie trzygodzinną drzemkę). Jednak jeśli tylko macie możliwość - warto wygospodarować sobie czas, aby zobaczyć całość za jednym zamachem.
A jak myślicie - dlaczego Mike po powrocie z wojny nie jest w stanie ustrzelić jelenia?
"Łowca jeleni"/ "The Deer Hunter" (1978) - reż.: Michael Cimino, scen.: Deric Washburn, muz.: Stanley Myers, zdj.: Vilmos Zsigmond, wyst.: Robert de Niro, Christopher Walken, John Savage, Meryl Streep.
Za tydzień (niecały) - Julia (1977).
Postać Lindy należy do tej części świata przedstawionego, której bezpośrednio nie dotyka okrucieństwo wojny. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że rodzinne miasteczko bohaterów żyje swoim rytmem, z dala od frontu, śmierci, cierpienia. Po chwili można dostrzec - między innymi za sprawą gry Meryl Streep - że "czekanie" nie jest beztroskie, nie jest łatwe. Nie jest prostym przyjęcie do lokalnej społeczności tych żołnierzy, którzy po doświadczeniu wojny wracają pokiereszowani na duszy i ciele do domu, ani pogodzenie się z faktem, że niektórzy już nigdy nie wrócą. Trzeba żyć dalej... Tylko jak? Streep świetnie wygrywa przed kamerą rozterki emocjonalne młodej kobiety, jej zagubienie, rozdarcie między dochowaniem wierności a pragnieniami.
Meryl Streep kilka razy odwraca głowę, wyciera oczy i nos, jakby płakała. Jej łzy widzimy w filmie jednak tylko raz: kiedy po powrocie Mike'a z Wietnamu przymierza mu sweter, który zrobiła na drutach dla Nicka.
Wiele scen mnie wzruszyło, nie będę ich wszystkich wymieniać... Po prostu - aktorzy zagrali świetnie! Bukiety dla Christophera Walkena i Roberta de Niro.
Film jest dość długi - oglądałam go na dwa razy (Ignac rzadko ucina sobie trzygodzinną drzemkę). Jednak jeśli tylko macie możliwość - warto wygospodarować sobie czas, aby zobaczyć całość za jednym zamachem.
A jak myślicie - dlaczego Mike po powrocie z wojny nie jest w stanie ustrzelić jelenia?
"Łowca jeleni"/ "The Deer Hunter" (1978) - reż.: Michael Cimino, scen.: Deric Washburn, muz.: Stanley Myers, zdj.: Vilmos Zsigmond, wyst.: Robert de Niro, Christopher Walken, John Savage, Meryl Streep.
Za tydzień (niecały) - Julia (1977).
środa, 23 marca 2011
Sprawa Kramerów
Otwieram naszą zabawę blogową filmem Sprawa Kramerów. Powody są dwa. Po pierwsze jest to film z początków kariery Meryl Streep (jej debiutem filmowym był jednak inny obraz, o dwa lata wcześniejsza Julia), a jak wiecie chciałabym zachować chronologiczny porządek oglądania (chociaż już widzę, że mi to nie wyjdzie...). Po drugie - za rolę Joanny Kramer aktorka dostała swojego pierwszego Oscara oraz szereg innych nagród (między innymi Złoty Glob). I to mnie zaczęło zastanawiać... Młoda, wschodząca "gwiazdka", która nie zdążyła zaprezentować się publiczności w rozmaitych rolach, wygrywa najbardziej prestiżowe konkursy - co też tam ona pokazała, w tej całej Sprawie Kramerów...?
Zacznijmy od tego, że przez połowę filmu Meryl Streep nie ma - grana przez nią Joanna Kramer na początku odchodzi od męża, Teda. Pojawia się zaś znowu wówczas, gdy między chłopakami - czyli ojcem i synem - zdążyła się stworzyć silna emocjonalna więź. Jest więc intruzem w tej relacji. Intruzem tym bardziej, że widzowie nie mieli okazji zobaczyć, jak ona sama radzi sobie z wychowaniem syna (bo przecież trzyminutowe usypianie małego Billy'ego z pierwszych scen nie daje pełnego obrazu). Streep "broni" swojej postaci. Zdaje się swoją grą mówić: Poczekajcie, jeszcze mnie nie wrzucajcie do worka z napisem "Postać negatywna", posłuchajcie, co chcę powiedzieć. I słucham jej. I rozumiem, że po pięciu latach bycia mamą dla synka oraz żoną/robotem kuchennym/odkurzaczem jedynym sposobem, by odnaleźć siebie jest ucieczka z tego domu; w tym otoczeniu chyba nie umiałaby już być inna (a przypomnijmy - kobieta jest wykształcona, zdolna, z dyplomem).
Podczas procesu Streep wspaniale gra mieszankę trzech stanów emocjonalnych: poczucia winy (że w ogóle jako matka posunęła się do tego, by opuścić własne dziecko), niezłomności w dążeniu do odzyskania dziecka (nie wiem, czy mogę to nazwać stanem emocjonalnym; pewne jest, że relacja matka-dziecko mocno określa postać Joanny, mocniej niż jakikolwiek związek damsko-męski w którym była) oraz lęku (czy może wahania połączonego z obawą, że szykowała się na batalię o dziecko z kimś innym, niż ten mężczyzna, którego spotyka w sądzie; nie spodziewała się chyba, że były mąż się zmieni). Te emocje są w oczach: wzrok pełen czułości, ale i zalęknione spojrzenia.
Postanowiłam jeszcze zwrócić uwagę na sceny, w których Meryl Streep płacze. W tym filmie są takie dwie:
"Sprawa Kramerów"/ "Kramer vs. Kramer (1979) - reż. i scen.: Robert Benton na podstawie powieści "Kramer kontra Kramer" A. Cormana, muz.: Herb Harris, John Kander, zdj.: Nestor Almendros, wyst.: Meryl Streep, Dustin Hoffman, Justin Henry.
Za tydzień - Łowca jeleni/The Deer Hunter (1978) - i chronologia wzięła w łeb.
Zacznijmy od tego, że przez połowę filmu Meryl Streep nie ma - grana przez nią Joanna Kramer na początku odchodzi od męża, Teda. Pojawia się zaś znowu wówczas, gdy między chłopakami - czyli ojcem i synem - zdążyła się stworzyć silna emocjonalna więź. Jest więc intruzem w tej relacji. Intruzem tym bardziej, że widzowie nie mieli okazji zobaczyć, jak ona sama radzi sobie z wychowaniem syna (bo przecież trzyminutowe usypianie małego Billy'ego z pierwszych scen nie daje pełnego obrazu). Streep "broni" swojej postaci. Zdaje się swoją grą mówić: Poczekajcie, jeszcze mnie nie wrzucajcie do worka z napisem "Postać negatywna", posłuchajcie, co chcę powiedzieć. I słucham jej. I rozumiem, że po pięciu latach bycia mamą dla synka oraz żoną/robotem kuchennym/odkurzaczem jedynym sposobem, by odnaleźć siebie jest ucieczka z tego domu; w tym otoczeniu chyba nie umiałaby już być inna (a przypomnijmy - kobieta jest wykształcona, zdolna, z dyplomem).
Podczas procesu Streep wspaniale gra mieszankę trzech stanów emocjonalnych: poczucia winy (że w ogóle jako matka posunęła się do tego, by opuścić własne dziecko), niezłomności w dążeniu do odzyskania dziecka (nie wiem, czy mogę to nazwać stanem emocjonalnym; pewne jest, że relacja matka-dziecko mocno określa postać Joanny, mocniej niż jakikolwiek związek damsko-męski w którym była) oraz lęku (czy może wahania połączonego z obawą, że szykowała się na batalię o dziecko z kimś innym, niż ten mężczyzna, którego spotyka w sądzie; nie spodziewała się chyba, że były mąż się zmieni). Te emocje są w oczach: wzrok pełen czułości, ale i zalęknione spojrzenia.
Postanowiłam jeszcze zwrócić uwagę na sceny, w których Meryl Streep płacze. W tym filmie są takie dwie:
- kiedy podczas procesu, przyparta do muru przez prawnika Teda, zeznaje, że poniosła porażkę w najważniejszym związku w życiu - czyli w swoim małżeństwie;
- w ostatniej scenie, kiedy przyjeżdża zabrać Billy'ego do nowego domu i nie potrafi tego zrobić, bo nie chce synka pozbawiać wszystkiego, co jest dla niego znajome.
- Ted uczący Billy'ego jeździć na rowerze,
- Ted, który tłumaczy synkowi, dlaczego mama odeszła,
- wymiana spojrzeń między Joanną a Tedem na procesie, zwłaszcza po pytaniu: "Czy mąż panią zdradzał?"
- końcowa scena z Billym i Tedem, kiedy czekają na przybycie Joanny, która ma zabrać synka do swojego mieszkania - ileż tu jest w spojrzeniach...
"Sprawa Kramerów"/ "Kramer vs. Kramer (1979) - reż. i scen.: Robert Benton na podstawie powieści "Kramer kontra Kramer" A. Cormana, muz.: Herb Harris, John Kander, zdj.: Nestor Almendros, wyst.: Meryl Streep, Dustin Hoffman, Justin Henry.
Za tydzień - Łowca jeleni/The Deer Hunter (1978) - i chronologia wzięła w łeb.
sobota, 12 lutego 2011
słów kilka o "Turyście"...
...czyli taki sobie filmik.
Zdecydowałam się na obejrzenie tego filmu, ponieważ przyjaciel Wonsa wydał pozytywną opinię. Nie wiedziałam, że to remake jakiegoś francuskiego thrillera; nie miałam pojęcia, że to film sensacyjny, nawet nie zakodowałam, kto w nim gra...
Z grubsza, żeby nie zdradzać wam szczegółów fabuły (bo a nuż ktoś zechce obejrzeć), chodzi o to, że Scotland Yard poszukuje nieuchwytnego przestępcy, niejakiego Alexandra Pierce'a, który okradł gangstera i ma wielki dług podatkowy (na ponad siedemset milionów dolarów). Dodatkowo pana Pierca poszukuje, jak się nietrudno domyślić, ów okradziony gangster, żeby odebrać, co do niego należy. Ale pan Pierce jest bardzo przebiegły - kiedy zniknął, zmienił tożsamość i przeszedł operację plastyczną. I teraz nikt nie wie, jak wygląda. Wiadomo jednak, że poszukiwany ma słabość do pięknej Elise (którą gra Angelina Jolie) i z pewnością się z nią skontaktuje. Dlatego policja śledzi każdy jej krok. I dobrze robią, bo Elise dostaje list z instrukcjami od ukochanego. Kobieta ma zmylić pościg, dosiadając się w pociągu do kogoś, kto z postury przypomina Pierce'a, i sprawić, by policja uwierzyła, że to jest ten poszukiwany przestępca. Tym "szczęśliwcem" jest lekko ciapowaty wykładowca matematyki, Frank Tupelo, grany przez Deppa...
Obejrzyjcie ten film, jeśli lubicie:
"Turysta" /"The Tourist"/ (2010) - reż. Florian Henckel von Donnesmarck, scen. Julian Fellowes, Christopher McQuarrie, Florian Henckel von Donnesmarck, muz. James Newton Howard, zdj. John Seale, wyst.: Johnny Depp, Angelina Jolie, Paul Bettany, Timothy Dalton.
Zdecydowałam się na obejrzenie tego filmu, ponieważ przyjaciel Wonsa wydał pozytywną opinię. Nie wiedziałam, że to remake jakiegoś francuskiego thrillera; nie miałam pojęcia, że to film sensacyjny, nawet nie zakodowałam, kto w nim gra...
Z grubsza, żeby nie zdradzać wam szczegółów fabuły (bo a nuż ktoś zechce obejrzeć), chodzi o to, że Scotland Yard poszukuje nieuchwytnego przestępcy, niejakiego Alexandra Pierce'a, który okradł gangstera i ma wielki dług podatkowy (na ponad siedemset milionów dolarów). Dodatkowo pana Pierca poszukuje, jak się nietrudno domyślić, ów okradziony gangster, żeby odebrać, co do niego należy. Ale pan Pierce jest bardzo przebiegły - kiedy zniknął, zmienił tożsamość i przeszedł operację plastyczną. I teraz nikt nie wie, jak wygląda. Wiadomo jednak, że poszukiwany ma słabość do pięknej Elise (którą gra Angelina Jolie) i z pewnością się z nią skontaktuje. Dlatego policja śledzi każdy jej krok. I dobrze robią, bo Elise dostaje list z instrukcjami od ukochanego. Kobieta ma zmylić pościg, dosiadając się w pociągu do kogoś, kto z postury przypomina Pierce'a, i sprawić, by policja uwierzyła, że to jest ten poszukiwany przestępca. Tym "szczęśliwcem" jest lekko ciapowaty wykładowca matematyki, Frank Tupelo, grany przez Deppa...
Obejrzyjcie ten film, jeśli lubicie:
- filmy sensacyjne, podszyte czarnym humorem, a nawet lekką groteską, ale pozbawione spektakularnych scen pościgów, wybuchów, ...
- patrzeć na Angelinę Jolie, jej kilometrowe rzęsy, zbyt mocno pomalowane usta, biżuterię oraz stroje (te ostatnie naprawdę robią wrażenie, więc miłośniczki pięknych ubrań czeka nie lada uczta)
- Johnny'ego Deppa w każdym wydaniu (nawet w pasiastej piżamie i z brzuszkiem).
"Turysta" /"The Tourist"/ (2010) - reż. Florian Henckel von Donnesmarck, scen. Julian Fellowes, Christopher McQuarrie, Florian Henckel von Donnesmarck, muz. James Newton Howard, zdj. John Seale, wyst.: Johnny Depp, Angelina Jolie, Paul Bettany, Timothy Dalton.
wtorek, 1 lutego 2011
po filmie "American Beauty"
Nie piszę, o czym film jest, bo większość już pewnie oglądała, może nawet po kilka razy (ja tak mam, że poznaję kinematografię z dużym opóźnieniem). Myślę tak...
Oglądając życie kogoś innego, patrząc na historię innej rodziny - jak ławo powiedzieć: tutaj powielony schemat, tu trauma dzieciństwa, to kryzys wieku średniego, tamto masochizm, sadyzm, to syndrom kata/ofiary, tu chorobliwy perfekcjonizm...
Można się poczuć lepiej, bo przecież mnie patologia nie dotyczy, moje życie jest inne, ja rozmawiam z bliskimi. Ale gdyby ktoś o mnie nakręcił film? Bez retuszu, bez uprzedzenia? Ktoś z boku patrzący dostrzeże pewnie schemat/syndrom/kryzys. Czy jesteśmy śmieszni z naszymi małymi sprawami? Czy jesteśmy żałośni? Czy piękni? Jak ta reklamówka tańcząca na wietrze... Zwykłe coś, a dla kogoś najważniejsze.
"American Beauty" (1999), reż. Sam Mendes, scen. Alan Ball, muz. Thomas Newman, zdj. Conrad L. Hall, wyst.: Kevin Spacey, Anette Bening, Thora Birch, Wes Bentley.
Oglądając życie kogoś innego, patrząc na historię innej rodziny - jak ławo powiedzieć: tutaj powielony schemat, tu trauma dzieciństwa, to kryzys wieku średniego, tamto masochizm, sadyzm, to syndrom kata/ofiary, tu chorobliwy perfekcjonizm...
Można się poczuć lepiej, bo przecież mnie patologia nie dotyczy, moje życie jest inne, ja rozmawiam z bliskimi. Ale gdyby ktoś o mnie nakręcił film? Bez retuszu, bez uprzedzenia? Ktoś z boku patrzący dostrzeże pewnie schemat/syndrom/kryzys. Czy jesteśmy śmieszni z naszymi małymi sprawami? Czy jesteśmy żałośni? Czy piękni? Jak ta reklamówka tańcząca na wietrze... Zwykłe coś, a dla kogoś najważniejsze.
"American Beauty" (1999), reż. Sam Mendes, scen. Alan Ball, muz. Thomas Newman, zdj. Conrad L. Hall, wyst.: Kevin Spacey, Anette Bening, Thora Birch, Wes Bentley.
Subskrybuj:
Posty (Atom)