Dziś będzie o książce. I to nie byle jakiej, bo o pierwszej lekturze Ignasia.
Jeszcze zanim nasz syn pojawił się na świecie, złapałam tak zwaną fazę na literaturę dziecięcą - będąc w ciąży przeglądałam internet i księgarnie wysyłkowe w poszukiwaniu wartościowych książek dla najmłodszych.
Właśnie w ten sposób natrafiłam na Cynamona i Trusię. Urzekła mnie okładka tej książki - uśmiechnięty chłopiec z "kupką" włosów na czubku swej wielkiej głowy, oko w oko z czarnym króliczkiem. Tę dwójkę spotykamy na plaży - wspólnie bawią się w piasku, budują zamki i przy okazji zastanawiają się: "...A z ilu części składa się ciało?/ Z pięciu czy z siedmiu? Czy to za mało?". Po co nam dwoje oczu? Jak pachną marzenia? Co mówi swoim pukaniem serce? I na czym byśmy siedzieli, gdybyśmy nie mieli pupy? Odpowiedzi zawarte w wierszykach są zabawne i wzruszające, oraz - co najważniejsze - są przepełnione dziecięcym zachwytem nad ciałem i pewnością, że każda jego część jest potrzebna.
Zapoznałam Ignasia z tą lekturą, kiedy miał niespełna dwa miesiące - kładliśmy się oboje na wznak na łóżku, podnosiłam książkę do góry, aby maluch mógł widzieć obrazki i czytałam wierszyki. To, co przykuwało uwagę syna, to z pewnością wielka głowa tytułowego Cynamona, przybierającego na każdym rysunku inną minę (wiadomo, że niemowlęta są w stanie dłużej skupić wzrok właśnie na ludzkiej twarzy). Pamiętam, że to zaangażowanie maleńkiego Ignasia oraz brak jakichkolwiek oznak zmęczenia czy znudzenia podczas wspólnego "czytania", były dla mnie nie lada odkryciem. Teraz, choć sam wybiera tę książkę, często nie udaje nam się jej doczytać nawet do połowy. Taki etap i już.
Stark Ulf: Cynamon i Trusia. Wierszyki od stóp do głów. Ilustr. Charlotte Ramel. Tłum. Agnieszka Stróżyk. Wydawnictwo Zakamarki 2009.
