kropla drąży kamień
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..

niedziela, 17 lipca 2016

dzieci z osiedla borek

Od trzech tygodni wieczorami czytamy "Dzieci z Bullerbyn". Głównie to, choć są i inne książki - coś popularnonaukowego dla najmłodszych, albo Biblia... Wczoraj pytam:
- Od czego zaczynamy dziś czytanie?
Ignac: No, wiesz. Od tego Astrita Lindgrena.

Dzisiaj zaczynam rozdział: "Czasami Lasse i Bosse tak mi obrzydną, że wydaje mi się, że byłoby lepiej nie mieć wcale braci. Droczą się ze mną gdy bawię się moimi lalkami." Zrobiłam pauzę na nabranie oddechu, a wtenczas Jadzia:
- A ja mam też dwóch braci. I oba są mi posłuszne.

Ignaś ma przód koszulki mokry, tak mniej więcej na wysokości brzucha.
Wons: A co to tutaj cię tak zalało?
Igi: No, nie wiem... Chyba deszcz mi napadał.

Poza tym Ignac wczoraj wyłuszczył nam genialny plan - co trzeba zrobić, żeby wreszcie zarobić jakieś pieniądze, żeby nas było na wszystko stać... Niebawem Wam objawię tę prawdę.

niedziela, 10 lipca 2016

sms do kogo trzeba

Jak ja się wczoraj w nocy przestraszyłam...
Kosti jest w trakcie infekcji - po trzech dniach gorączki wczoraj temperatura wreszcie opadła. I to jak... Ocknęłam się o trzeciej nad ranem, bo kwęknął, to - myślę - karmienie będzie. Przysuwam się... a on zimny po prostu. I spocony. Od razu myśl, że coś jest nie tak. Ale przystawiam do piersi - ssie. Żyje znaczy. Okryłam, przytuliłam. Jednakowoż się nie rozgrzał, ani ja się nie uspokoiłam.
Budzę Wonsa. Że termometr, że Kosti zimny, mierzyć będziemy. 35,5 - kurcze takiej temperatury, to nie pamiętam, żebym u dziecka widziała (bo zazwyczaj mierzę, jak są w gorączce). Więc będę dzwonić na pogotowie. Albo lepiej do znajomej pielęgniarki. Ale najpierw sobie próbuje przypomnieć cały przebieg choroby. I zapisać. A raczej Wons zapisuje, bo ja noszę małego. Który śpi, opatulony w koc. Zapisuje, żeby nie zapomnieć, bo może coś było ważnego i od tego ta niska temperatura. A w środku to czuję, jak mi serce kołacze. Ze strachu.
Wons jeszcze siada do komputera, szuka. Jednej pani synek po przebytej chorobie miał 34,9. A inna w podobnej sytuacji jak zadzwoniła na pogotowie, to jej lekarz powiedział, że to normalne, to się często zdarza, że nawet i niższa temperatura może być - opatulić i obserwować. I kilkanaście podobnych wpisów.
To się trochę uspokoiłam. Nie dzwoniłam tym razem nigdzie. Poszliśmy spać. To znaczy Wons spał. I Kostek spał. Ja nasłuchiwałam i drzemałam. Karmiłam i obserwowałam. Czy oddycha, czy się ocieplił... I tak w kółko. Aż nastał dzień.

Jestem mamą trójki - wiele rzeczy przyjmuję ze spokojem. Myślę wtedy: "A spoko, znam to. Przejdzie samo. To naturalne." Ale są takie sytuacje, kiedy się panicznie o nich boję. Że spieprzyłam, że przeoczyłam, zaniedbałam... Że ich stracę. To jest często irracjonalne. Ale jest. Jak taka czarna kulka w środku.
I Bóg jeden wie, ile w takich chwilach wysyłam do Niego sms'ów.
...
Oczywiście w dzień odezwałam się do lekarza, ponieważ nadal nie byłam spokojna, a w takich sytuacjach idę za moją matczyną intuicją. Nawet, jeśli postronny obserwator chciałby nazwać mnie "panikarą".

środa, 6 lipca 2016

na co zamienić cztery litery?

Czytam ostatnio sporo czasopism ogrodniczych... Taką mam refleksję, że ludzie w obliczu silnych emocji zamiast kląć na siebie powinni wyzywać się nazwami owadów, a zwłaszcza szkodników: wzdymacz, pryszczarek gruszowiec,  i mój ulubiony jak dotąd - spuszczel pospolity (którego nazwa łacińska również jest ciekawa: Hylotrupes bajulus). Słyszycie, jak pięknie te słowa zabrzmiałyby w wołaczu? Nawet nie trzeba ich wymyślać, bo już są i nawet w pewnych - wąskich kręgach - występują.

sobota, 2 lipca 2016

więcej niż zero

Wrócili ze sklepu.
Ja: Kupiliście chleb?
Jadzia: Tak. Buły kupiliśmy. To jaką chcesz?
Ja: A jakie kupiliście?
Jadzia: Nooo, takie kwadratowe. I też takie okrągłe.
Ignaś: No, taakie jak moja głowa (kreśli palcem w powietrzu kółko), tylko mniejsze (kreśli nieco mniejsze kółko).
Jadzia: No, takie jak zero.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

w rozkwicie

Musi być Jadzia, bo jest ostatnio skarbnicą śmiesznych powiedzonek i zaskakujących puent. Nie nadążam ze spisywaniem, trwając w nieustannym zachwycie nad jej językowym rozkwitem. A najtrudniejsze w tym wszystkim to, że ona mówi śmiertelnie poważnie i nie można ani jednym mięśniem twarzy zdradzić, że coś z tego co mówi, rozśmiesza.

Jadzia: Mamo, narysowałam ci coś. Robala!
Ja: Fajny.
Jadzia: Chcesz coś jeszcze?
Ja: Pewnie.
Jadzia: A co?
Ja: Może drugiego robala?
Jadzia: Dobra. (rysuje i po chwili) Robal mi się nie zmieścił, to będzie piesek. A chcesz teraz gęsionicę?
Ja: No.
Jadzia: Dobrze. To rysuję pieski. (za moment) No, niestety pieski się nie udały - wyszły mi pająki.

Jadzia siedzi z jakąś książką. Przekręca strony i udaje, że czyta.
Jadzia: Ryby pływały. A lew też musiał coś zjeść. I wszystkie zwierzęta świata nie wiedziały, że są Królami-Lulami. (takimi od tej zabawy "dzień dobry ci Królu-Lulu") Ale były. Bo to jest właśnie niesamowita historia..
Ignac (nie wytrzymał z ciekawości i pyta): Co czytasz Jadziuś?
Jadzia: Po prostu to, co mam tu napisane.
Patrzymy, a ona siedzi z książką kucharską.

niedziela, 3 stycznia 2016

internet forever?

Przeglądałam archiwalne wpisy... Uśmiałam się, wzruszyłam, Wons mi zaglądał przez ramię...

I nagle przestraszyłam się - a co jeśli internet się kiedyś skończy? Co, jeśli to wszystko "pierdyknie" z wielkim hukiem, albo co gorsza przestanie działać zupełnie po cichutku, bez zapowiedzi? Tyle wspomnień mam zapisanych na blogu, na fejsie. I tylko tam. Pewnie można zrobić kopię zapasową i umieścić na komputerze. A jeśli komputery padną? Zresztą - cały FB skopiować? No nie wiem nawet, jak to się robi...

Dostałam od Mamy pod choinkę dość nietypowy kalendarz na 2016 rok: "365 stron życia". W środku cytaty z Pisma Św., przepisy, miejsce na różne zapiski. Na jutro na przykład "Herbatka antystresowa św. Hildegardy", co mnie ujęło po prostu, bo ja bardzo tę świętą poważam (poza tym, że zajmowała się roślinami, wyszukując remedium na rozmaite dolegliwości ludzkości, to jeszcze muzyką się interesowała). Tak więc obiecałam sobie, że przepiszę do tegoż kalendarza chociaż dziecięce odzywki i dialogi, bo by mi było bardzo szkoda, gdyby uległy zapomnieniu twory Ignacka i Jadziulki. Za chwilę Kostek dołączy ze swoimi pomysłami.

I możecie się śmiać... Ja tam od dawna wiem, że jestem raczej "analogowa" niż "cyfrowa". I tak postęp, że piszę długopisem, a nie gęsim piórem, na przykład ;)

poniedziałek, 12 października 2015

inspiracja


Zdarzyło im się to po raz pierwszy. Że w zwykłej, codziennej sytuacji zacytowali książkę...

Mówię, że dobrze, że mogą obejrzeć bajkę na dobranoc. Przedtem jednak powinni w pokoju zrobić porządek. I co słyszę w odpowiedzi? Syn mój mamrocze pod nosem:
-"Porządek, porządek to wróg zwierządek."
Tak mnie to zaskakuje, że potrzebuję chwili, aby wymyślić jakąś ciętą ripostę. Jednakowoż nie zdążam. Ignac, widząc na mej twarzy zagubienie, śpieszy z wyjaśnieniem:
- Tak mówiła kaczka Katastrofa, kiedy z psem Pypciem musieli sprzątać zabawki. Nie pamiętasz, mamo?
Pamiętam... Oczywiście, że pamiętam. Kilka dni wcześniej czytałam im wieczorem to opowiadanie. Uśmiecham się pod nosem i nic już nie mówię. Bo jak mam to wyjaśnić, że cieszy i zdumiewa mnie jednocześnie fakt, że mogę być świadkiem tego magicznego momentu. Oto literatura bez uprzedzenia opuszcza karty książki i, przyoblekając realne kształty, zaczyna uczestniczyć w życiu. W życiu moich dzieci. Ba! Zaczyna to życie wypełniać, puentować i dodawać mu kolorytu.

Wojciech Widłak: Pan Kuleczka. Ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska. Wydawnictwo Media Rodzina. Poznań.