kropla drąży kamień
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..

poniedziałek, 12 października 2015

inspiracja


Zdarzyło im się to po raz pierwszy. Że w zwykłej, codziennej sytuacji zacytowali książkę...

Mówię, że dobrze, że mogą obejrzeć bajkę na dobranoc. Przedtem jednak powinni w pokoju zrobić porządek. I co słyszę w odpowiedzi? Syn mój mamrocze pod nosem:
-"Porządek, porządek to wróg zwierządek."
Tak mnie to zaskakuje, że potrzebuję chwili, aby wymyślić jakąś ciętą ripostę. Jednakowoż nie zdążam. Ignac, widząc na mej twarzy zagubienie, śpieszy z wyjaśnieniem:
- Tak mówiła kaczka Katastrofa, kiedy z psem Pypciem musieli sprzątać zabawki. Nie pamiętasz, mamo?
Pamiętam... Oczywiście, że pamiętam. Kilka dni wcześniej czytałam im wieczorem to opowiadanie. Uśmiecham się pod nosem i nic już nie mówię. Bo jak mam to wyjaśnić, że cieszy i zdumiewa mnie jednocześnie fakt, że mogę być świadkiem tego magicznego momentu. Oto literatura bez uprzedzenia opuszcza karty książki i, przyoblekając realne kształty, zaczyna uczestniczyć w życiu. W życiu moich dzieci. Ba! Zaczyna to życie wypełniać, puentować i dodawać mu kolorytu.

Wojciech Widłak: Pan Kuleczka. Ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska. Wydawnictwo Media Rodzina. Poznań.

piątek, 9 października 2015

może to, a może sio...

Do napisania tego posta zainspirowała mnie ryba. A konkretnie makrela. A jeszcze bardziej wdając się w szczegóły - nie jakaś tam anonimowa makrela, lecz ta wędzona, spożyta przeze mnie na śniadanie.

A spożywałam ją w pośpiechu, bowiem głód mi bardzo doskwierał. I choć wiem, że z takiej ryby można zrobić pyszną pastę kanapkową lub wykwintną sałatkę, ja ją tylko pozbawiłam ości i spałaszowałam ze świeżą natką pietruszki.
- No świetnie - pomyśli ktoś z ironią - Faktycznie jest się czym chwalić. Aż trzeba na blogu opisywać...
Wszystko dlatego, że trzymam na kolanach prawie sześć kilo szczęścia, czyli urodzonego niespełna trzy miesiące temu syna Konstantego, który w tym momencie przestał jeść (czyli ssać pierś). Właściwie to skończył zanim tak naprawdę zaczął. Trochę spróbował, pokwękał, pokręcił się niespokojnie i drzemie. A ja siedzę i myślę - może mu nie smakowało...? Ryba wszak ma charakterystyczny smak, może więc takie mleko dla niego niedobre? Ale ja miałam taką ochotę na makrelę...
Kostek jest trzecim dzieckiem. Powinnam więc mieć więcej dystansu. I niby mam. Ale nie zawsze. Nie wtedy, kiedy Kosti płacze, jęczy, piszczy. Mam wówczas w sobie spokój, noszę, tulę, karmię... Jednocześnie w mojej głowie pojawia się lawina pytań:
A może boli go brzuszek?
Może coś zjadłam? Chleb, masło, pomidor... Pomidor! Niee, pomidory jadłam też wcześniej i było ok... Ziemniaki, ogórki, szczypiorek... (Tu się pojawia cała wyliczanka z danego dnia oraz dnia poprzedniego w poszukiwaniu pokarmowego przestępcy.)
Może do zbożówki nie powinnam dolewać mleka? Może jeszcze za wcześnie?
Puszcza bączki. Czyli jednak brzuszek...
Jednak postaram się nie łączyć węglowodanów z białkiem?
Myślałam, że zielona herbata jest ok, ale chyba się myliłam. Może ją odstawię na kilka dni?
Chyba jem za mało nabiału...
Może jest po prostu śpiący?
A może to zęby? (Tu następują oględziny dziąseł - faktycznie, widoczne lekkie zaczerwienienie.)
Albo skok rozwojowy? (Wyszukiwanie w sieci - "skoki rozwojowe". Możliwe - jest w 11 tygodniu życia.)
Pewnie mu za zimno.. Nie, rączki ma ciepłe.
Może ma mokrą pieluszkę?
Eee, teraz zasnął. Nie będę go budzić, żeby zaglądać w gatki. Zrobię to później.
Skoro śpi, to może sobie poszydełkuję... Albo nie. Lepiej zrobię sobie coś do jedzenia. Tylko co?

Z pozdrowieniami dla wszystkich świeżo upieczonych (tych po raz pierwszy i po raz kolejny ;) mam.

niedziela, 23 sierpnia 2015

autonomia

Lubię takie wieczory - Troje Potomków sapie w pokoju obok. Za wzgórzem - impreza plenerowa, właśnie skończyły się fajerwerki, zaczął się koncert... "Ja uwielbiam ją, ona tu jest i wszyscy razem - ło o o o..." - słychać zza wzgórza.
Wons za siedmioma wzgórzami, za siedmioma rzekami, na innej imprezie plenerowej, raczej nie śpiewa... Choć mogę się mylić.

Oczy mi się zamykają, ale jeszcze chcę przez chwilę posiedzieć, napawam się czasem "po godzinach". Utwierdzam się tym samym w przekonaniu, że ja to ciągle ja; że mogę i lubię być sama; że ja to nie tylko mama i żona; po prostu - ja.
Chcę się spać. I zaraz pójdę. I będę rozciągać ręce, żeby przykryć, pogłaskać, przytulić. I będę co dwie godziny budzić się na karmienie, może też na masowanie brzuszka.. I nie mam do nikogo pretensji, że świat jest tak urządzony - wręcz przeciwnie - mam w sobie pokój i zgodę, i cierpliwość. Dzisiaj mam. Bo to tylko chwila przecież i ani się obejrzę, a Troje Potomków będzie mieć kiedyś tam "dorosłe dusze".
I kto mi wtedy wstawi do kuchennej szafki przyczepę od traktora?

Lubię takie wieczory. Nieczęsto takie mam.