kropla drąży kamień
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..

środa, 23 marca 2011

Sprawa Kramerów

Otwieram naszą zabawę blogową filmem Sprawa Kramerów. Powody są dwa. Po pierwsze jest to film z początków kariery Meryl Streep (jej debiutem filmowym był jednak inny obraz, o dwa lata wcześniejsza Julia), a jak wiecie chciałabym zachować chronologiczny porządek oglądania (chociaż już widzę, że mi to nie wyjdzie...). Po drugie - za rolę Joanny Kramer aktorka dostała swojego pierwszego Oscara oraz szereg innych nagród (między innymi Złoty Glob). I to mnie zaczęło zastanawiać... Młoda, wschodząca "gwiazdka", która nie zdążyła zaprezentować się publiczności w rozmaitych rolach, wygrywa najbardziej prestiżowe konkursy - co też tam ona pokazała, w tej całej Sprawie Kramerów...?
Zacznijmy od tego, że przez połowę filmu Meryl Streep nie ma - grana przez nią Joanna Kramer na początku odchodzi od męża, Teda. Pojawia się zaś znowu wówczas, gdy między chłopakami - czyli ojcem i synem - zdążyła się stworzyć silna emocjonalna więź. Jest więc intruzem w tej relacji. Intruzem tym bardziej, że widzowie nie mieli okazji zobaczyć, jak ona sama radzi sobie z wychowaniem syna (bo przecież trzyminutowe usypianie małego Billy'ego z pierwszych scen nie daje pełnego obrazu). Streep "broni" swojej postaci. Zdaje się swoją grą mówić: Poczekajcie, jeszcze mnie nie wrzucajcie do worka z napisem "Postać negatywna", posłuchajcie, co chcę powiedzieć. I słucham jej. I rozumiem, że po pięciu latach bycia mamą dla synka oraz żoną/robotem kuchennym/odkurzaczem jedynym sposobem, by odnaleźć siebie jest ucieczka z tego domu; w tym otoczeniu chyba nie umiałaby już być inna (a przypomnijmy - kobieta jest wykształcona, zdolna, z dyplomem).
Podczas procesu Streep wspaniale gra mieszankę trzech stanów emocjonalnych: poczucia winy (że w ogóle jako matka posunęła się do tego, by opuścić własne dziecko), niezłomności w dążeniu do odzyskania dziecka (nie wiem, czy mogę to nazwać stanem emocjonalnym; pewne jest, że relacja matka-dziecko mocno określa postać Joanny, mocniej niż jakikolwiek związek damsko-męski w którym była) oraz lęku (czy może wahania połączonego z obawą, że szykowała się na batalię o dziecko z kimś innym, niż ten mężczyzna, którego spotyka w sądzie; nie spodziewała się chyba, że były mąż się zmieni). Te emocje są w oczach: wzrok pełen czułości, ale i zalęknione spojrzenia.

Postanowiłam jeszcze zwrócić uwagę na sceny, w których Meryl Streep płacze. W tym filmie są takie dwie:
  • kiedy podczas procesu, przyparta do muru przez prawnika Teda, zeznaje, że poniosła porażkę w najważniejszym związku w życiu - czyli w swoim małżeństwie;
  • w ostatniej scenie, kiedy przyjeżdża zabrać Billy'ego do nowego domu i nie potrafi tego zrobić, bo nie chce synka pozbawiać wszystkiego, co jest dla niego znajome.
Na koniec - sceny, które mnie wzruszyły:
  • Ted uczący Billy'ego jeździć na rowerze, 
  • Ted, który tłumaczy synkowi, dlaczego mama odeszła,
  • wymiana spojrzeń między Joanną a Tedem na procesie, zwłaszcza po pytaniu: "Czy mąż panią zdradzał?"
  • końcowa scena z Billym i Tedem, kiedy czekają na przybycie Joanny, która ma zabrać synka do swojego mieszkania - ileż tu jest w spojrzeniach...

"Sprawa Kramerów"/ "Kramer vs. Kramer (1979) - reż. i scen.: Robert Benton na podstawie powieści "Kramer kontra Kramer" A. Cormana, muz.: Herb Harris, John Kander, zdj.: Nestor Almendros, wyst.: Meryl Streep, Dustin Hoffman, Justin Henry.


Za tydzień - Łowca jeleni/The Deer Hunter (1978) - i chronologia wzięła w łeb.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz