kropla drąży kamień
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..

niedziela, 24 kwietnia 2011

Manhattan

To prawda, że muzyka w tym filmie jest idealnie dobrana do obrazu - opowiada, dopowiada, wypełnia i sprawia, że robi się tak jakoś... poetycko.
Nie będę powtarzać tutaj tego, co można przeczytać w większości recenzji: "Neurotyczny nowojorski intelektualista, podwójny rozwodnik rzuca pracę...". Jak zwykle również nie przejmuję się zbytnio tym, czy ktoś z czytających ten film oglądał czy nie i raczej zdradzam szczegóły fabuły.
Dla mnie jest to film o pisaniu, czy też szerzej rzecz ujmując - o kreowaniu świata za pomocą sztuki. I tak - podzielić można bohaterów na tych, którzy piszą:
*Isaac Davis /Woody Allen/ rozwija pomysł napisania o Nowym Jorku;
*Jill Davis /Meryl Streep/, była żona Isaaca, lesbijka, pisze książkę o ich związku, wyjawiając najintymniejsze szczegóły dotyczące życia pary. Wydaną pozycję widzimy w oknie wystawowym księgarni, cytowane są też jej fragmenty;
*Yale Pollack /Michael Murphy/ profesor uniwersytetu, recenzuje książki kolegów po fachu;
* Mary Wilke /Diane Keaton/, kochanka Yale'a, a potem Isaaca, też coś pisze - felietony czy artykuły do gazet...
i nie piszą:
* Tracy /Mariel Hemingway/, siedemnastolatka, kochanka Isaaca;
* Emily Pollack /Anne Byrne Hoffman/, żona Yale'a.
W filmie nie ma obiektywnej prawdy. To, co zostaje napisane - zaczyna istnieć. Mniej ważne jest to, co było, od tego, jak o tym mówią... A bohaterowie tego filmu mówią dużo - najwięcej kwestii wypowiadają "pisarze". W błyskotliwych dialogach żonglują uczuciami, stanami emocjonalnymi, koncepcjami estetycznymi, teoriami antropologicznymi, interpretacjami dzieł sztuki. Do tego celne puenty i zabawna autoironia głównego bohatera. Ale najbardziej wzrusza i tak to, co najbliżej życia - łzy Tracy, kiedy Isaac zrywa z nią znajomość. Niestety - dla intelektualisty oglądanie zapłakanej zakochanej w nim dziewczyny jest przede wszystkim doznaniem estetycznym, które postawi później w jednym rzędzie ze szwedzkim kinem, bluesem Louisa Armstronga oraz jabłkami i gruszkami Cézanne'a.
No dobrze. A Meryl Streep? W tym obrazie nie płacze. Zarzuca za to zadbanymi, rozpuszczonymi blond włosami i jest pięknie wkurzona na byłego męża.

"Manhattan" (1979) - reż.: Woody Allen, scen.: Woody Allen, Marshall Brickman, muz.: George Gershwin, zdj.: Gordon Willis, wyst.: Woody Allen, Diane Keaton, Michael Murphy, Mariel Hemingway, Meryl Streep.

piątek, 8 kwietnia 2011

Łowca jeleni

"Łowca jeleni" to przepiękny film. Polecam wszystkim, którzy go jeszcze nie widzieli. Piszą, że to film wojenny - i tak, i nie. Tak - bo opowiedziana historia dotyczy konfliktu w Wietnamie; nie - bo sceny wojenne są w zasadzie "epizodem" (choć jest to epizod wstrząsający). Dla reżysera równie ważne było pokazanie tego, jak bohaterowie żyli "przed wojną", jak i tego, co się dzieje z nimi "po". Głównych bohaterów jest trzech: Mike, który z zapałem poluje na jelenie, Steven, który przed wyjazdem na wojnę bierze ślub (przygotowania do ceremonii zaślubin i wesele wypełniają większość pierwszej części filmu - pokazane po mistrzowsku) oraz Nick, który podczas wesela kolegi oświadcza się swojej przyjaciółce, Lindzie, granej przez Meryl Streep.
Postać Lindy należy do tej części świata przedstawionego, której bezpośrednio nie dotyka okrucieństwo wojny. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że rodzinne miasteczko bohaterów żyje swoim rytmem, z dala od frontu, śmierci, cierpienia. Po chwili można dostrzec - między innymi za sprawą gry Meryl Streep - że "czekanie" nie jest beztroskie, nie jest łatwe. Nie jest prostym przyjęcie do lokalnej społeczności tych żołnierzy, którzy po doświadczeniu wojny wracają pokiereszowani na duszy i ciele do domu, ani pogodzenie się z faktem, że niektórzy już nigdy nie wrócą. Trzeba żyć dalej... Tylko jak? Streep świetnie wygrywa przed kamerą rozterki emocjonalne młodej kobiety, jej zagubienie, rozdarcie między dochowaniem wierności a pragnieniami.
Meryl Streep kilka razy odwraca głowę, wyciera oczy i nos, jakby płakała. Jej łzy widzimy w filmie jednak tylko raz: kiedy po powrocie Mike'a z Wietnamu przymierza mu sweter, który zrobiła na drutach dla Nicka.
Wiele scen mnie wzruszyło, nie będę ich wszystkich wymieniać... Po prostu - aktorzy zagrali świetnie! Bukiety dla Christophera Walkena i Roberta de Niro.
Film jest dość długi - oglądałam go na dwa razy (Ignac rzadko ucina sobie trzygodzinną drzemkę). Jednak jeśli tylko macie możliwość - warto wygospodarować sobie czas, aby zobaczyć całość za jednym zamachem.
A jak myślicie - dlaczego Mike po powrocie z wojny nie jest w stanie ustrzelić jelenia?

 "Łowca jeleni"/ "The Deer Hunter" (1978) - reż.: Michael Cimino, scen.: Deric Washburn, muz.: Stanley Myers, zdj.: Vilmos Zsigmond, wyst.: Robert de Niro, Christopher Walken, John Savage, Meryl Streep.

Za tydzień (niecały) - Julia (1977).