kropla drąży kamień
kropla przepełnia czarę
a dwie krople?
a sto?
a milion..

środa, 6 lipca 2016

na co zamienić cztery litery?

Czytam ostatnio sporo czasopism ogrodniczych... Taką mam refleksję, że ludzie w obliczu silnych emocji zamiast kląć na siebie powinni wyzywać się nazwami owadów, a zwłaszcza szkodników: wzdymacz, pryszczarek gruszowiec,  i mój ulubiony jak dotąd - spuszczel pospolity (którego nazwa łacińska również jest ciekawa: Hylotrupes bajulus). Słyszycie, jak pięknie te słowa zabrzmiałyby w wołaczu? Nawet nie trzeba ich wymyślać, bo już są i nawet w pewnych - wąskich kręgach - występują.

sobota, 2 lipca 2016

więcej niż zero

Wrócili ze sklepu.
Ja: Kupiliście chleb?
Jadzia: Tak. Buły kupiliśmy. To jaką chcesz?
Ja: A jakie kupiliście?
Jadzia: Nooo, takie kwadratowe. I też takie okrągłe.
Ignaś: No, taakie jak moja głowa (kreśli palcem w powietrzu kółko), tylko mniejsze (kreśli nieco mniejsze kółko).
Jadzia: No, takie jak zero.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

w rozkwicie

Musi być Jadzia, bo jest ostatnio skarbnicą śmiesznych powiedzonek i zaskakujących puent. Nie nadążam ze spisywaniem, trwając w nieustannym zachwycie nad jej językowym rozkwitem. A najtrudniejsze w tym wszystkim to, że ona mówi śmiertelnie poważnie i nie można ani jednym mięśniem twarzy zdradzić, że coś z tego co mówi, rozśmiesza.

Jadzia: Mamo, narysowałam ci coś. Robala!
Ja: Fajny.
Jadzia: Chcesz coś jeszcze?
Ja: Pewnie.
Jadzia: A co?
Ja: Może drugiego robala?
Jadzia: Dobra. (rysuje i po chwili) Robal mi się nie zmieścił, to będzie piesek. A chcesz teraz gęsionicę?
Ja: No.
Jadzia: Dobrze. To rysuję pieski. (za moment) No, niestety pieski się nie udały - wyszły mi pająki.

Jadzia siedzi z jakąś książką. Przekręca strony i udaje, że czyta.
Jadzia: Ryby pływały. A lew też musiał coś zjeść. I wszystkie zwierzęta świata nie wiedziały, że są Królami-Lulami. (takimi od tej zabawy "dzień dobry ci Królu-Lulu") Ale były. Bo to jest właśnie niesamowita historia..
Ignac (nie wytrzymał z ciekawości i pyta): Co czytasz Jadziuś?
Jadzia: Po prostu to, co mam tu napisane.
Patrzymy, a ona siedzi z książką kucharską.

niedziela, 3 stycznia 2016

internet forever?

Przeglądałam archiwalne wpisy... Uśmiałam się, wzruszyłam, Wons mi zaglądał przez ramię...

I nagle przestraszyłam się - a co jeśli internet się kiedyś skończy? Co, jeśli to wszystko "pierdyknie" z wielkim hukiem, albo co gorsza przestanie działać zupełnie po cichutku, bez zapowiedzi? Tyle wspomnień mam zapisanych na blogu, na fejsie. I tylko tam. Pewnie można zrobić kopię zapasową i umieścić na komputerze. A jeśli komputery padną? Zresztą - cały FB skopiować? No nie wiem nawet, jak to się robi...

Dostałam od Mamy pod choinkę dość nietypowy kalendarz na 2016 rok: "365 stron życia". W środku cytaty z Pisma Św., przepisy, miejsce na różne zapiski. Na jutro na przykład "Herbatka antystresowa św. Hildegardy", co mnie ujęło po prostu, bo ja bardzo tę świętą poważam (poza tym, że zajmowała się roślinami, wyszukując remedium na rozmaite dolegliwości ludzkości, to jeszcze muzyką się interesowała). Tak więc obiecałam sobie, że przepiszę do tegoż kalendarza chociaż dziecięce odzywki i dialogi, bo by mi było bardzo szkoda, gdyby uległy zapomnieniu twory Ignacka i Jadziulki. Za chwilę Kostek dołączy ze swoimi pomysłami.

I możecie się śmiać... Ja tam od dawna wiem, że jestem raczej "analogowa" niż "cyfrowa". I tak postęp, że piszę długopisem, a nie gęsim piórem, na przykład ;)

poniedziałek, 12 października 2015

inspiracja


Zdarzyło im się to po raz pierwszy. Że w zwykłej, codziennej sytuacji zacytowali książkę...

Mówię, że dobrze, że mogą obejrzeć bajkę na dobranoc. Przedtem jednak powinni w pokoju zrobić porządek. I co słyszę w odpowiedzi? Syn mój mamrocze pod nosem:
-"Porządek, porządek to wróg zwierządek."
Tak mnie to zaskakuje, że potrzebuję chwili, aby wymyślić jakąś ciętą ripostę. Jednakowoż nie zdążam. Ignac, widząc na mej twarzy zagubienie, śpieszy z wyjaśnieniem:
- Tak mówiła kaczka Katastrofa, kiedy z psem Pypciem musieli sprzątać zabawki. Nie pamiętasz, mamo?
Pamiętam... Oczywiście, że pamiętam. Kilka dni wcześniej czytałam im wieczorem to opowiadanie. Uśmiecham się pod nosem i nic już nie mówię. Bo jak mam to wyjaśnić, że cieszy i zdumiewa mnie jednocześnie fakt, że mogę być świadkiem tego magicznego momentu. Oto literatura bez uprzedzenia opuszcza karty książki i, przyoblekając realne kształty, zaczyna uczestniczyć w życiu. W życiu moich dzieci. Ba! Zaczyna to życie wypełniać, puentować i dodawać mu kolorytu.

Wojciech Widłak: Pan Kuleczka. Ilustr. Elżbieta Wasiuczyńska. Wydawnictwo Media Rodzina. Poznań.

piątek, 9 października 2015

może to, a może sio...

Do napisania tego posta zainspirowała mnie ryba. A konkretnie makrela. A jeszcze bardziej wdając się w szczegóły - nie jakaś tam anonimowa makrela, lecz ta wędzona, spożyta przeze mnie na śniadanie.

A spożywałam ją w pośpiechu, bowiem głód mi bardzo doskwierał. I choć wiem, że z takiej ryby można zrobić pyszną pastę kanapkową lub wykwintną sałatkę, ja ją tylko pozbawiłam ości i spałaszowałam ze świeżą natką pietruszki.
- No świetnie - pomyśli ktoś z ironią - Faktycznie jest się czym chwalić. Aż trzeba na blogu opisywać...
Wszystko dlatego, że trzymam na kolanach prawie sześć kilo szczęścia, czyli urodzonego niespełna trzy miesiące temu syna Konstantego, który w tym momencie przestał jeść (czyli ssać pierś). Właściwie to skończył zanim tak naprawdę zaczął. Trochę spróbował, pokwękał, pokręcił się niespokojnie i drzemie. A ja siedzę i myślę - może mu nie smakowało...? Ryba wszak ma charakterystyczny smak, może więc takie mleko dla niego niedobre? Ale ja miałam taką ochotę na makrelę...
Kostek jest trzecim dzieckiem. Powinnam więc mieć więcej dystansu. I niby mam. Ale nie zawsze. Nie wtedy, kiedy Kosti płacze, jęczy, piszczy. Mam wówczas w sobie spokój, noszę, tulę, karmię... Jednocześnie w mojej głowie pojawia się lawina pytań:
A może boli go brzuszek?
Może coś zjadłam? Chleb, masło, pomidor... Pomidor! Niee, pomidory jadłam też wcześniej i było ok... Ziemniaki, ogórki, szczypiorek... (Tu się pojawia cała wyliczanka z danego dnia oraz dnia poprzedniego w poszukiwaniu pokarmowego przestępcy.)
Może do zbożówki nie powinnam dolewać mleka? Może jeszcze za wcześnie?
Puszcza bączki. Czyli jednak brzuszek...
Jednak postaram się nie łączyć węglowodanów z białkiem?
Myślałam, że zielona herbata jest ok, ale chyba się myliłam. Może ją odstawię na kilka dni?
Chyba jem za mało nabiału...
Może jest po prostu śpiący?
A może to zęby? (Tu następują oględziny dziąseł - faktycznie, widoczne lekkie zaczerwienienie.)
Albo skok rozwojowy? (Wyszukiwanie w sieci - "skoki rozwojowe". Możliwe - jest w 11 tygodniu życia.)
Pewnie mu za zimno.. Nie, rączki ma ciepłe.
Może ma mokrą pieluszkę?
Eee, teraz zasnął. Nie będę go budzić, żeby zaglądać w gatki. Zrobię to później.
Skoro śpi, to może sobie poszydełkuję... Albo nie. Lepiej zrobię sobie coś do jedzenia. Tylko co?

Z pozdrowieniami dla wszystkich świeżo upieczonych (tych po raz pierwszy i po raz kolejny ;) mam.

niedziela, 23 sierpnia 2015

autonomia

Lubię takie wieczory - Troje Potomków sapie w pokoju obok. Za wzgórzem - impreza plenerowa, właśnie skończyły się fajerwerki, zaczął się koncert... "Ja uwielbiam ją, ona tu jest i wszyscy razem - ło o o o..." - słychać zza wzgórza.
Wons za siedmioma wzgórzami, za siedmioma rzekami, na innej imprezie plenerowej, raczej nie śpiewa... Choć mogę się mylić.

Oczy mi się zamykają, ale jeszcze chcę przez chwilę posiedzieć, napawam się czasem "po godzinach". Utwierdzam się tym samym w przekonaniu, że ja to ciągle ja; że mogę i lubię być sama; że ja to nie tylko mama i żona; po prostu - ja.
Chcę się spać. I zaraz pójdę. I będę rozciągać ręce, żeby przykryć, pogłaskać, przytulić. I będę co dwie godziny budzić się na karmienie, może też na masowanie brzuszka.. I nie mam do nikogo pretensji, że świat jest tak urządzony - wręcz przeciwnie - mam w sobie pokój i zgodę, i cierpliwość. Dzisiaj mam. Bo to tylko chwila przecież i ani się obejrzę, a Troje Potomków będzie mieć kiedyś tam "dorosłe dusze".
I kto mi wtedy wstawi do kuchennej szafki przyczepę od traktora?

Lubię takie wieczory. Nieczęsto takie mam.