Lubię takie wieczory - Troje Potomków sapie w pokoju obok. Za wzgórzem - impreza plenerowa, właśnie skończyły się fajerwerki, zaczął się koncert... "Ja uwielbiam ją, ona tu jest i wszyscy razem - ło o o o..." - słychać zza wzgórza.
Wons za siedmioma wzgórzami, za siedmioma rzekami, na innej imprezie plenerowej, raczej nie śpiewa... Choć mogę się mylić.
Oczy mi się zamykają, ale jeszcze chcę przez chwilę posiedzieć, napawam się czasem "po godzinach". Utwierdzam się tym samym w przekonaniu, że ja to ciągle ja; że mogę i lubię być sama; że ja to nie tylko mama i żona; po prostu - ja.
Chcę się spać. I zaraz pójdę. I będę rozciągać ręce, żeby przykryć, pogłaskać, przytulić. I będę co dwie godziny budzić się na karmienie, może też na masowanie brzuszka.. I nie mam do nikogo pretensji, że świat jest tak urządzony - wręcz przeciwnie - mam w sobie pokój i zgodę, i cierpliwość. Dzisiaj mam. Bo to tylko chwila przecież i ani się obejrzę, a Troje Potomków będzie mieć kiedyś tam "dorosłe dusze".
I kto mi wtedy wstawi do kuchennej szafki przyczepę od traktora?
Lubię takie wieczory. Nieczęsto takie mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz